Projekt nowego rozporządzenia Ministra Energii wywołał burzę w branży odnawialnych źródeł energii. Choć intencją urzędników jest stabilizacja sieci, zaproponowane narzędzia idą o krok za daleko. Czy walka z problemami systemowymi musi odbywać się kosztem prywatności i praw majątkowych 1,6 miliona polskich rodzin?
Kontrola zamiast współpracy: co kryje nowy projekt?
Wszyscy zgadzamy się co do jednego: polska sieć elektroenergetyczna potrzebuje modernizacji, a brak pełnej obserwowalności rozproszonych źródeł energii (takich jak domowa fotowoltaika) to realne wyzwanie dla operatorów. Doświadczenia z tzw. blackoutu iberyjskiego jasno pokazały, że system potrzebuje narzędzi do zarządzania kryzysowego.
Jednak zaproponowana przez Ministerstwo Energii „terapia” budzi głęboki sprzeciw środowiska branżowego. Obecny kształt projektu rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego jest po prostu nie do zaakceptowania.
Kluczowe punkty zapalne projektu:
-
Zdalne sterowanie pełną mocą: operatorzy mają otrzymać prawo do zdalnego sterowania całą mocą czynną mikroinstalacji. Nie chodzi tu jedynie o czasowe ograniczenie eksportu nadwyżek do sieci, ale o pełną ingerencję w pracę urządzeń.
-
Przymusowe udostępnienie prywatnej przestrzeni: na właścicieli instalacji zostanie nałożony obowiązek oddania fragmentu własnej nieruchomości oraz zapewnienia zasilania dla urządzeń sterujących operatora.
-
Wstęp na posesję bez zapowiedzi: projekt przyznaje operatorom prawo wejścia na prywatny teren obywateli bez jasno określonego trybu wcześniejszego uprzedzenia.
-
Brak jakichkolwiek rekompensat: w przeciwieństwie do standardów europejskich, polski projekt nie przewiduje żadnego zadośćuczynienia finansowego za odgórne ograniczenie produkcji energii przez prosumenta.
Ominięcie Sejmu i Konstytucji RP
Największe kontrowersje natury prawnej budzi fakt, że tak głębokie zmiany są wprowadzane drogą rozporządzenia ministra, a nie w procesie ustawodawczym.
Artykuł 64 Konstytucji RP wyraźnie wskazuje, że wszelka ingerencja w prawo własności wymaga formy ustawy, a więc pełnej ścieżki parlamentarnej z udziałem Sejmu i Senatu.
W obecnej formie proponowane przepisy to nie jest zwyczajna regulacja rynku. To bezprecedensowe przejęcie kontroli nad prywatną własnością obywateli, którzy zainwestowali własne środki w zieloną transformację.
Lekcja z Niemiec: można to zrobić mądrze
Warto spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów, którzy mierzyli się dokładnie z tym samym problemem stabilizacji sieci. W Niemczech rozwiązano to jednak w sposób partnerski i cywilizowany:
-
Operator ogranicza wyłącznie eksport energii do sieci, nie dotykając wewnętrznej produkcji na potrzeby własne domu.
-
Za każdą godzinę wymuszonego ograniczenia prosument otrzymuje sprawiedliwą rekompensatę.
-
Infrastruktura sterująca instalowana jest po stronie operatora, a nie wewnątrz domów i na prywatnych posesjach obywateli.
Polska propozycja jest ostrzejsza od niemieckiej we wszystkich kluczowych wymiarach jednocześnie, oferując w zamian okrągłe zero rekompensat.
Jesteśmy gotowi na dialog – czas na ruch Ministerstwa
Jako stowarzyszenie branżowe doskonale rozumiemy wyzwania stojące przed operatorem systemu przesyłowego i dystrybucyjnego. Wiemy, że sieć musi być bezpieczna. Istnieje jednak zasadnicza różnica między obserwowalnością (wglądem w dane systemowe) a sterowalną ingerencją w cudzy majątek.
Deklarujemy pełną gotowość do rozmów. Chcemy wypracować wspólnie z Ministerstwem Energii oraz operatorami taki standard obserwowalności mikroinstalacji, który realnie odpowie na wyzwania techniczne, szanując jednocześnie prawa polskich obywateli.
Problem z przeciążeniem sieci jest wspólny. Jednak forma jego rozwiązania zaproponowana przez ministerstwo – już nie. Zapraszamy do stołu negocjacyjnego.
